Pies uczy cierpliwości.

2018-05-07
#, #

Kiedy zostajesz na kilka dni sam z własną głową, weryfikacja dotychczasowego stanu rzeczy jest naturalnym zjawiskiem. Ostatni tydzień zleciał mi bardzo szybko i intensywnie w trasie, szpitalu, sklepie ogrodniczym i na tarasie. Nie spowodowało to jednak, że nie pomyślałam sobie “klasycznie”, jak co kilka miesięcy – co dalej z moim życiem? Nazywam to swoistą “higieną psychiczną” i bardzo pomaga mi podsumowujący restart. Spędziłam kilka dni bez swojego psa, dzięki czemu stęskniłam się za nim potwornie, mimo że kiedy ją odebrałam, wyglądała jak dziecko po obozie. Brudna, poobdzierana, “rozlatana”, ale szczęśliwa.

Ten wyjazd był dla mnie o tyle ważny, że postanowiłam o nim napisać. Podczas niego sięgnęłam po książki, co oczywiście nie jest żadnym wyczynem ponad przeciętną. Jedna z nich jednak bardzo zmotywowała mnie do przemyślenia moich działań skierowanych wobec Kofi na przestrzeni ostatnich trzech lat. Wiele się zmieniło – pokuszę się nawet o stwierdzenie, że prawie wszystko jest inne.

Moje emocje względem niej się zmieniły, nadając naszej relacji bardziej dojrzałego wyrazu i lepszego zrozumienia. Kiedyś flustrowałam się, że ona nie kładzie się na każde ‘waruj’ i sadzałam jej tyłek ręką na siłę, żeby natychmiast się położyła. Dziś to samo polecenie mówię innym tonem, z inna energią. Dziś ona leży inaczej i w inny sposób wykonuje tę, jak i dziesiątki innych komend.

To, czego nauczyłam się od niej na pewno, to cierpliwość. Ale nie taka naciągana, bo przecież pies czasem może nie słuchać, chodzi o cierpliwość opartą na zaufaniu. Od kiedy w pełni zaufałam swojemu psu, zupełnie inaczej się dogadujemy. Te spacery, treningi, czy wspólne wyjazdy sprawiają nam najwięcej frajdy dopiero teraz, kiedy się „dotarłyśmy”. Ona wybacza mi zapracowanie i brak czasu, a ja jej latanie za Yorkami i szczekanie na domofon. Ona wie kiedy musi mnie słuchać, a ja wiem, kiedy mogę zluzować jej lejce. Ona widzi kiedy jestem szczęśliwa, a ja jak idiotka wciąż staram się przed nią ukryć smutek oszukując się, że mi się uda.

Dziś spojrzałam jej w oczy, pełne bezgranicznego zaufania, kiedy myłam jej ropę i błoto z rzęs. Psy oczywiście nie lubią patrzenia w oczy, ale te kilka dni rozłąki sprawiło, że zobaczyłam w nich coś, czego nie widziałam nigdy wcześniej. Miała taki błysk – ciepły, czuły, zupełnie jak nie terrier. I tak jak położyła głowę na mojej nodze do mycia oczu, zasnęła. Nigdy tak nie robi, nigdy nie zasypia mi z głową na kolanie. Rozczuliło mnie to do tego stopnia, że nie drgnęłam przez godzinę, żeby jej nie obudzić.

Tak, wiele się zmieniło przez te lata – jesteśmy ze sobą bardzo blisko, dojrzalej i pewniej. Nie sądziłam, że kiedyś tak bardzo pokocham bezwarunkowo. Po wielu godzinach przemyśleń muszę przyznać, że albo psy kocha się łatwiej niż ludzi, albo nie spotkałam jeszcze człowieka, którego pokochałabym tak bardzo jak psa.

  1. Moja psina zawsze zasypia kladac mi glowe na.nodze rece brzuchu… zawsze musi miec cos pod glowa. Potrafie sie pol nocy nie ruszac i wyc z bolu nogi, zeby tylko nie zburzyc jej bezpieczenstwa i komfortu. Bo ona jest najwazniejszym czlowiekiem w moim zyciu:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *