Napisałam coś o sobie.

2018-04-04
#, #

Piszę rzadko nie dlatego, że gdzieś mam stały kontakt ze swoimi odbiorcami, i nie jest też tak, że nie mam pomysłu, bo akurat są ich setki każdego dnia i czasem aż kipi. Mogłabym się rzecz jasna nie tłumaczyć, stwierdzając że to przecież moja sprawa z jaką częstotliwością zawracam tyłek swoim czytelnikom. Jednak chciałabym choć odrobinę przybliżyć Wam jak wygląda aktualny stan mojej jazdy bez trzymanki i czy faktycznie brakuje mi czasu.

Pracuję. Pokuszę się nawet o stwierdzenie że dużo pracuję. Uważam, że praca rozwija. Powiem więcej – ja naprawdę lubię pracować. Na dodatek pracuję w IT, w godzinach tak różnych jak przeróżna jest dostępności osób z którymi mam kontakt. Na czym w ogóle polega moja praca? W wielkim skrócie, zajmuję się budowaniem zespołów a w najbliższym czasie mam zamiar rozwijać się w kierunku tworzenia strategii HRowych w firmach. Takie tam “małe plany” na kolejne kilka lat. Zdecydowana część mojej pracy opiera się na bezpośrednim kontakcie z ludźmi. Staram się dowiadywać jak najwięcej o tych relacjach, sięgając po książki o tematyce psychologicznej czy biznesowej. Czy to jest dobra droga? Na razie się sprawdza i jest mi coraz łatwiej rozpoznawać typ człowieka z jakim mam do czynienia. Lubię kontakt z ludźmi i rozmowy z nimi, czyli też moja praca, stała się moim hobby.

Kolejną rzeczą, a raczej istotą która zjada mi czas, i to całkiem słusznie, jest Kofi – mój pies. Treningi, nauka czy zabawa często biorą górę nad stosem postów i wpisów na blogu, bo zwyczajnie wolę z nią wyjść na spacer, ćwiczyć i rozwijać jej umiejętności.
Pomimo tego uważam, że daję z siebie dużo w Social mediach – wierzcie mi. Jednak zajmowanie się Kofi jest dla mnie top priorytetem i zawsze wspólny trening zwycięży z nowa aktywnością na fejsiku. Żeby lepiej rozumieć mojego futrzaka trzeba trochę o nim poczytać. W każdym razie wypada. No więc siadam regularnie do lektury, czasem dość mozolnej i napisanej jak podręcznik do fizyki kwantowej, zaciskam zęby i biorę ją na warsztat.. Nie narzekam, to mój świadomy wybór, jednak czasem nasze wybory dają nam nieźle popalić zanim przyniosą rezultaty.

Social Media – to cholerstwo potrafi zabrać tyle czasu, że idź Pan w ch… Wiadomo, można poczytać sobie coś ciekawego, można czasem znaleźć nowa muzykę. Ale to postowanie, komentowanie, wymyślanie #tagów. Całe szczęście ktoś wymyślił narzędzia do usprawnienia tego gówna, bo chyba bym musiała kogoś zatrudniać. Nie krytykuję Social mediów samych w sobie, bo dzięki nim można się uczyć, pokazać innym swoje “ja”, pochwalić się sukcesami i opowiedzieć o porażkach, pytać ludzi o zdanie czy reklamować swoją firmę. Ale do jasnej cholery, kto wymyślił to skrollowanie w dół?! Za to powinni skazywać na wyjątkowo paskudne prace społeczne.

Blog. Moje zamiłowanie do psów staram się przelewać w jedno miejsce, żeby odciążyć moich bliskich od wiecznego ględzenia o psie. To moja pasja, ja to wiem, ale czasem jak już zacznę mówić czego to się nie nauczyłam razem z Kofi, albo jaka to ona jest słodka, to sama zaczynam im współczuć. A tak to się rozkłada na setki innych ludzi i problem znika. Oni mają święty spokój, ja myślę, że ktoś to czyta i może nawet się tym zainteresuje, i po kłopocie.

Prawie bym zapomniała napisać o swoim pragnieniu uratowania całego świata i ślepym altruizmie, który zawsze pcha mnie ku pomocy innym. Co się z tym wiąże? Ano właśnie to, że pomagam znajomym i nieznajomym z pracą, psami, przeprowadzką czy innym wydarzeniem życia. I nie robię tego po to aby zbierać słoneczka za dobre zachowanie, ani oklaski na koniec. Zgłębiłam ostatnio wiedzę skąd u mnie taka potrzeba niesienia pomocy. Mój kolor (żółty) charakteryzuje się takimi cechami i takim typem człowieka jestem. Po wielu próbach zmiany siebie samej, postanowiłam to zaakceptować i nawet jeśli muszę po nocach ganiać za zaginionym kotem sąsiadki to robić to będę. Nie ważne jak bardzo się nie wyśpię, albo jak bardzo nie znoszę tej sąsiadki, to po prostu silniejsze ode mnie. Najgorsze jest to, że przez mój cholerny charakter na dzień dobry, oferuje swoją dożywotnią pomoc każdemu kogo spotkam nawet jeśli jej nie potrzebuje. Tym samym spektakularnie kradnę sobie znowu kawałek czasu.

Do tego wszystkiego, postanowiłam iść za głosem serca i spełnić swoje kolejne marzenie. Rozpoczynam 3 miesięczny kurs z posłuszeństwa, na który idę z Lindą – psem mojej znajomej. Suczka ta ma rok, jest Airedale terrierem i jest absolutnie urocza i kochana, i w takim troszkę głupim wieku, ni to szczeniak ni dorosły pies, kiedy wszystko jest ważniejsze od komendy ’zostaw’ i ‘do mnie’. Linda zamieszka z nami na cały okres szkolenia, żeby móc ćwiczyć każdego dnia. Wspaniale, prawda?

Na koniec listy rzeczy, którym poświęcam czas zostawiłam dom. Mój Pablo, człowiek o złotym sercu, który cierpliwie znosi moje bałaganiarstwo – bo zawsze ważniejsza jest książka, albo pies, albo trening psa, albo ktoś, kto się pyta o psa, albo kupno nowych rzeczy dla pieseczka. No bo kto by się przejmował wodospadem ubrań na szafce w łazience, jeśli Funia jednej dziewczyny gryzie ludzi po kostkach? Jak nie mam mocy wstać i łóżko trzyma mnie całym sobą, i jestem wyciśnięta tygodniem jak ściera do podłogi, on wstaje w sobotę rano i wychodzi z Kofi, zostawia mi kawkę przy łóżku i daje pół godziny dla siebie. Nie jestem w stanie opisać jakim jest ogromnym wsparciem, gdzie wyjście z psem jest jedynie symbolem jego zachowań.

Aha no i jeszcze ja i czas dla mnie. Taki czas tylko mój, na wyłączność, który mogę poświęcić na ćwiczenia i medytację (bez której chyba bym oszalała i nie umiała się wyciszyć nawet na sekundę), i na dobrą lekturę.
Lew-Starowicz pisze w swoich książkach o ogromnej ilości bodźców jakie nas aktualnie otaczają, a także o tym jak radzić sobie z ich wyciszeniem. Niby nic nowego ale jak Pan profesor coś powie, to jakoś tak lepiej do głowy dociera. Cieszę się, że znajduję jeszcze chwilę na kawkę z moim przyjacielem, i że na allegro można wszystko kupować trzema kliknięciami bo chyba chodziłabym bez skarpetek. Całe szczęście idzie wiosna.

Mogłabym jeszcze napisać, że muszę każdego tygodnia załatwiać pierdyliard drobnych spraw czy dzwonić do rodziny, ale to pewnie jak każdy. Tak czy inaczej bardzo, bardzo cieszy mnie fakt, że jesteście i mam nadzieję, że uda mi się w ciągu najbliższych dni wygrzebać z kilku spraw, żeby móc bardziej oddać się w psie łapki.

 

Małgo.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *